Wprowadziłam dietę, bo same ćwiczenia to jednak za mało. Irytuje mnie już liczenie, doprowadza mnie tylko do obłędu, ale liczę i liczę. Muszę walczyć, by zwyciężyć i dojść do przedziału 46-48 kg. Ta cała dieta wprowadziła w moim życiu mnóstwo chaosu. W ogóle trudno mi zorganizować ćwiczenia, bo ciągle wymyślają mi zajęcia. Nie chce się tym zajmować, chce skończyć swoje. Nie jestem psem co gania za kijem, zrób to i to teraz, a twoje rzeczy to głupoty. Sami łazili za mną i mi gadali, że mi brzuch rośnie, a teraz gadanie, że to głupota. To jest jakaś ironia.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Muszę iść zarabiać i się wyprowadzić, bo oszalenie od ciągłego zawracania mi gitary czasochłonnymi pierdołami. Nie chce żyć w jednym miejscu - ziemia jest okrągła. Mam dość czepialstwa i innych rzeczy, oraz wpajania mi, że sobie nie poradzę.
Jakby mi się zachciało to bym skoczyła z samolotu na spadochronie, ba i poradziłabym sobie lądując. Jak mi się zachce mogę czynić rzeczy, których na co-dzień nie czynie, baaa. Baa jakbym miała ochotę o bym ruszyła świat z 1 zł w kieszeni, ale na razie chce się do tego przygotować, czy to źle i strata czasu? Czy to bezsens? Dla mnie nie, chyba lepiej iść na wojnę z karabinem, zamiast kiju.
Tagi:
dieta
odchudzanie
21.05.2012 o godz. 13:26
komentuj (0)
Słucham sobie utworu "Dzikie serce" zespołu Maleo Reggae Rockers. Szczerze mówiąc to smutno mi się zrobiło, czuje się jakby śpiewali o moim życiu. Nie wiem jak to jest, ale trafiasz na coś przypadkiem, spotykasz kogoś i nagle czujesz coś takiego, że nie jesteś jednak taki sam. Może kiedyś powiem, że jest dobrze i nie ma się już o co martwić.
TEKST PIOSENKI
Tagi:
myśli
refleksje melancholia
Nie mam wiele do powiedzenia. Czasami tak bywa. Pojechałam do urzędu pracy, żeby usłyszeć, jak to by Ferdynand Kiepski ujął : "nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem". Oczywiście nigdy kasy nie mają, nigdy nie pomogą - takie ich zadanie. Dla mnie siedzą z tyłkami na stołkach i robią bezsensowne prezentacje, kawka, herbatka i wypłacanie pijakom zasiłku. Potem spotkałam się z koleżanką, pogadaliśmy o tym i o tamtym. Pojechałam do domu. Tyłek i plecy bolały mnie z dwa dni. Dzisiaj sprzątam pokój, a więc szału żadnego, a same nudy. Postanowiłam się tak rozciągnąć, żebym mogła zrobić szpagat, jeszcze długa droga...
Co za okropny weekend. Nudny jak flaki z olejem, powolny niczym ślimak, et cetera, cetera. Szczerze mówiąc nazwałabym go "tygodniem niechcenia". Być może dobija mnie wizyta w urzędzie pracy w poniedziałek... nie cierpię tych spotkań. Zawsze nie ma stażów, zawsze brak kasy, byłoby im na rękę jakby mnie tam nie było, taka ich pomoc - tyle co gadają to ja znajdę to samo w internecie i książkach. Jestem tam jedynie dla ubezpieczenia i szczerze mówiąc z każdym spotkaniem mam dość i chce uciec. Postanowiłam, że zdobędę kasę choćby nie wiem co. Nie chce tam być, chce żyć inaczej.
Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

Nad moim obecnym życiem tracę kontrolę nad tym co się dzieje, jestem gdzieś i nie mam na nic wpływu, a ja muszę mieć wpływ. Pokazać te swoje ja jestem, tu egzystuje, i jak widać żyje. Niestety najgorzej siedzieć w domu i nic nie robić, totalne oderwanie od rzeczywistości i utrata kontroli.
Zaczynam się nad sobą rozckliwiać... kompleks niższości, eee, nie podoba mi się ta nazwa. Nie jestem stuknięta, żeby się ciągle do kogoś porównywać. Tylko czasami ktoś mi kogoś podstawia i zaczynam porównanie, którego by nie było, gdyby mi ktoś nie wystawił tego kogoś na moją drogę.
Właściwie każde zachowanie może być chore uwielbiasz siebie i wierzysz to zaraz nazwą cie narcyzem, poniżasz się to masz kompleks niższości. Najlepiej się nie wyróżniać i milczeć? Chyba tak. Jeśli miałabym iść do psychologa to wiem w jakim celu.
W końcu kiedyś robiłam przecież swoje i nie zwracałam na nic uwagi, aż tu nagle pewna osoba wmawia mi coś, że do dupy jestem. Do dziś mnie wkurza, że miał się za lepszego i do dziś mam ochotę pokazać mu, że ze mną się nie zadziera, a gówno warte było to co mi wmawiał, to co o mnie mówił innym.
Joyau jest jaka jest, więc joyau nie będzie czuć się jak jak chcą inni, bo joyau dąży do szczęścia, wolności, życia takim jakie być powinno.
Joyau nie jest idealna, chcę tylko być zawsze tylko sobą, odrobinę ciekawszą osobowością niż dziś.

Znowu mi się śniła baba lepiąca się do mojego chłopaka, a ja musiałam interweniować. Wszyscy w śnie mówili mi, że to puszczalska. No, to byłam jeszcze bardziej wkurzona, odsunęłam ją od mojego i wysłałam ją na Nową Zelandię. Nie mam pojęcia dlaczego akurat tam, ale tam.
Tak, czy siak znaczy, że znowu jakaś będzie się kręcić - tylko tym razem blondyna. No jestem wkurzona, bo co mi się coś takiego przyśni to zaraz lub wkrótce jest.
Może to paranoja, dziwne zbiegi okoliczności, a może kosmici, a może mam dar jasnowidzenia sennego. Jednak jak inaczej wytłumaczyć: sen z babą,a potem kręcenie się w rzeczywistości wokół mojego chłopaka, żeby to chociaż raz, a to kolejny, tylko czekam na potwierdzenie.
Ma ktoś takie coś? Może w innych sprawach?
Tak, czy siak znaczy, że znowu jakaś będzie się kręcić - tylko tym razem blondyna. No jestem wkurzona, bo co mi się coś takiego przyśni to zaraz lub wkrótce jest.
Może to paranoja, dziwne zbiegi okoliczności, a może kosmici, a może mam dar jasnowidzenia sennego. Jednak jak inaczej wytłumaczyć: sen z babą,a potem kręcenie się w rzeczywistości wokół mojego chłopaka, żeby to chociaż raz, a to kolejny, tylko czekam na potwierdzenie.
Ma ktoś takie coś? Może w innych sprawach?
Tak, więc zaczęło się. Nie chce ujawniać informacji i przemyśleń na temat mojego odchudzania całemu światu, więc proszę mi wybaczyć, ale wpisy na ten temat zastrzegam dla znajomych. Nadal będę pisać notki dla wszystkich, więc czasami mogą polecieć dwa różne tematy, choć może być to niezauważalne. Czekają mnie ciężkie miesiące nad wyrabianiem wymiarów 90x60x90, szczerze mówiąc wymarzone wymiary, więc czekają mnie wzloty i doły - o znaczy znowu będzie o czym pisać.
Robię to wyłącznie dla siebie i dla swojego zdrowia. Zaczynam być blisko granicy prawidłowej wagi, a nadwagi i to mnie przeraża. Znalazłam mnóstwo ćwiczeń, ale nie zamierzam się katować od początku. Niektóre plany to same brzuszki, a nie uważam za słuszne robienie po 120 brzuszków dziennie i zapewnienie sobie zakwasów przez cały tydzień, bo dawno temu ćwiczyłam. W tej kwestii, raczej zastosuje program, który stopniowo zwiększa ilość, ba nawet rozszerza możliwości. Nie mam czasu by dziś coś, więcej naskrobać, bo zbieram zebrane ćwiczenia do kupy, żeby nie ćwiczyć z milionem kartek, a wybrać to co mi odpowiada, no i jeszcze idę pobiegać.
Tagi:
przemyślenia
trening
Postanowiłam dać sobie kopa w mój tyłek. Niestety nie może być to kop fizyczny, tylko intelektualny. Ostatnio znowu poczułam się jak sierota. Musze coś zrobić, bo sobie mogę wstydu narobić, a mam złe przeczucie, to znaczy, że moje życie w kłamstwie może wyjść na światło dziennie. Nie jest kolorowo, tylko szaro - zielono. Szaro, bo nieciekawie, zielono, bo nikła nadzieja. Boje się, że za kilka miesięcy przyjedzie ktoś - kogo nieładnie okłamywać, no a po charakterze mam obawy, że ta osoba mogłaby coś chlapnąć. Niby nie zrobiłam nic złego, ale muszę dbać o swój wizerunek. Jak mam mieć jakiś wizerunek to niech nadal trwa widmo tego co było, bo to co jest to totalna porażka, dno, a to co będzie nie pokazałam światu. Nie chce żeby o mnie jeszcze mówiono "taka mądra, ale żeby wyżej mierzyć to za głupia", czy coś w tym stylu. Chce się podnieść i się otrzepać, a przy takich słowach to raczej z kilka razy się przewrócę. Ciężko być trzeźwą, a zachowywać się jak pijana ja, znaczy z opóźnionym zapłonem, która nie ma miliona czujników w uszach, a jeden. Tak wracając... to nieuniknione, ta osoba przyjedzie i szczerze mówiąc nie mam nic do gadania.
Czuje się jakbym żyła w innym świecie. Czytałam, że jeśli wybiorę te 2 % ludzi myślących jak ja, to zacznie się sprowadzanie mnie na ziemie. Z tym jedzeniem na razie się poprawiło, trudno wyrazić jak się czułam. Zresztą znalazł się bardziej irytujący sposób na doprowadzenie mnie do szału - internet.
Wiem, że jestem duża i czas zarabiać, ale na razie potrzebuje internetu. Znowu mnie cofną do książek, wyłącznie książek. Wiem, że dla niektórych może to być śmieszne i niepoważne, że mieli gorzej, a jak miałam jak miałam. Nauczyli mnie nie kłamać i nie kłamałam, a dziś żyje w kłamstwie, dla mniejszego zła. Szanuj ludzi - szanuje, a czemu mnie nie szanują? Wkurza mnie ktoś jak mówi "nie mam czasu". Mam ochotę powiedzieć - gówno prawda, jak spotykasz się w tym czasie z kimś innym, oglądasz coś, robisz coś ważnego, to powiedz, że jesteś zajęty, albo wprost, że nie masz ochoty ze mną gadać! Nie ma czegoś takiego jak czas, to tylko pojecie względne. Czas trwa od nieskończoności i będzie trwał po nieskończoność. My jako ludzie wyznaczyliśmy coś takiego jak doba, dni, miesiące lata, ale to wszystko istnieje w czasie, który tak naprawdę jest jeden... Wracając nieśmiała dziewczynka, miała nie wielu przyjaciół. Dobrze się uczyłam, ale bolało mnie, że inne dzieci miały to czego ja nie miałam. Odrabiałam lekcje z książek z biblioteki, a jak była zamknięta nogi i ręce mi się trzęsły, żebym jedynki nie dostała. Raz nauczycielka zapytała "kto rozmawiał przez telefon". Wszyscy podnieśli ręce, oprócz mnie - ja nie umiałam kłamać - czułam się okropnie, jakie to straszne uczucie dla małej dziewczynki. Potem komputer, który mam do dziś, też ostatnia, ba nawet wszyscy mieli internet, a ja jedyne co mogłam to korzystać z encyklopedii multimedialnych, też było latanie do biblioteki na przerwach, bo jakie inne możliwości ma dziewczyna ze wsi. A teraz zostaje ostatnia z internetem 236 kb/s limit 2 GB miesięcznie na dwie osoby, choć sięga tu już WI-FI 11 Mb/s, ale nieco droższe. Gdybym miała kasę bez zastanowienia wzięłabym szybszy, niż to dziadostwo co mam, na którym nawet nie pośmigasz dłużej niż pół miesiąca, bo obniżają nagle transfer. Co oni myślą, że mi miło i przyjemnie tyle czasu spędzać przed komputerem. To przez to czekanie.
Wiem, że jestem egoistką, ale to co widzę wokół siebie jest absurdalne. Chyba lepiej kupić coś co żyje niż coś co umiera. Do cholery nie jestem żadną maniaczką, to nie moja winna, że na wszystko muszę dostać nie dość, że ostatnia to jeszcze spowolnione. Jak zarobie to od razu kupie sobie porządny sprzęt i internet, ale czasu nikt nie chce mi dać.
Wiem, że jestem duża i czas zarabiać, ale na razie potrzebuje internetu. Znowu mnie cofną do książek, wyłącznie książek. Wiem, że dla niektórych może to być śmieszne i niepoważne, że mieli gorzej, a jak miałam jak miałam. Nauczyli mnie nie kłamać i nie kłamałam, a dziś żyje w kłamstwie, dla mniejszego zła. Szanuj ludzi - szanuje, a czemu mnie nie szanują? Wkurza mnie ktoś jak mówi "nie mam czasu". Mam ochotę powiedzieć - gówno prawda, jak spotykasz się w tym czasie z kimś innym, oglądasz coś, robisz coś ważnego, to powiedz, że jesteś zajęty, albo wprost, że nie masz ochoty ze mną gadać! Nie ma czegoś takiego jak czas, to tylko pojecie względne. Czas trwa od nieskończoności i będzie trwał po nieskończoność. My jako ludzie wyznaczyliśmy coś takiego jak doba, dni, miesiące lata, ale to wszystko istnieje w czasie, który tak naprawdę jest jeden... Wracając nieśmiała dziewczynka, miała nie wielu przyjaciół. Dobrze się uczyłam, ale bolało mnie, że inne dzieci miały to czego ja nie miałam. Odrabiałam lekcje z książek z biblioteki, a jak była zamknięta nogi i ręce mi się trzęsły, żebym jedynki nie dostała. Raz nauczycielka zapytała "kto rozmawiał przez telefon". Wszyscy podnieśli ręce, oprócz mnie - ja nie umiałam kłamać - czułam się okropnie, jakie to straszne uczucie dla małej dziewczynki. Potem komputer, który mam do dziś, też ostatnia, ba nawet wszyscy mieli internet, a ja jedyne co mogłam to korzystać z encyklopedii multimedialnych, też było latanie do biblioteki na przerwach, bo jakie inne możliwości ma dziewczyna ze wsi. A teraz zostaje ostatnia z internetem 236 kb/s limit 2 GB miesięcznie na dwie osoby, choć sięga tu już WI-FI 11 Mb/s, ale nieco droższe. Gdybym miała kasę bez zastanowienia wzięłabym szybszy, niż to dziadostwo co mam, na którym nawet nie pośmigasz dłużej niż pół miesiąca, bo obniżają nagle transfer. Co oni myślą, że mi miło i przyjemnie tyle czasu spędzać przed komputerem. To przez to czekanie.
Wiem, że jestem egoistką, ale to co widzę wokół siebie jest absurdalne. Chyba lepiej kupić coś co żyje niż coś co umiera. Do cholery nie jestem żadną maniaczką, to nie moja winna, że na wszystko muszę dostać nie dość, że ostatnia to jeszcze spowolnione. Jak zarobie to od razu kupie sobie porządny sprzęt i internet, ale czasu nikt nie chce mi dać.
Wszystko się sypie. Wszystko po prostu wkurwia. Ponoć cały świat jest winny, choć nigdy nie obwiniałam świata za swoje życie. Nie mam już siły. Wszyscy łażą wokoło mnie i mówią jak ja ciągle tyje.
Jedzenie przestało mi smakować. Słodycze straciły smak. Każda czekoladka, każda kostka cukru to tylko kalorie. Cukier w herbacie to nie ten sam cukier, to kaloryczny element bez którego nie wyobrażam sobie herbaty. Z każdym kęsem mam poczucie winny, najchętniej poszłam bym to zwymiotować, ale nie mogę. Jem, bo nie mogę nic nie jeść, ale nie wchodzi to we mnie z przyjemnością.
Nie chce żyć z świadomością ile co liczy kalorii, nie chce żeby bliscy mówili mi, że robię się okrągła! Dopóki tego nie mówili naprawdę nic się nie działo, a jak zaczęłam słyszeć to regularnie to jest jakaś masakra... czuje się jak jakaś ofiara, czarna owca. " To troska o twoje zdrowie", "to ma cie zmotywować" - tak słyszę, a ja przecież tyle nie jem, tylko pije herbatę i prowadzę tryb życia jaki prowadzę.
To mnie dobija psychicznie, chodzę nerwowa i bardziej wrażliwa na słowa, jak mają swoje kompleksy to niech sami je leczą, bo ja jak będę chciała wyglądać jak patyk to sama nad tym będę pracować.
Nie mogę żyć tak, żeby jedzenie nie było smakiem, a czystymi kaloriami. Zawsze lubiłam jeść i trzymałam wagę i nagle... Jak tak dalej pójdzie to albo do szpitala, albo psychiatryka, bo nie wezmę do ust czegoś co stanie się kaloryczną gliną.
Kolejny moment, w którym potrzebuje kogoś neutralnego, a jestem sama. Potrzebuje kogoś kto choć jednej jednostki, która stanie po mojej stronie i znajdzie dla mnie czas. Jak na razie sama jestem stroną i niczym więcej.
Zastanawiam się czy ktoś chciałaby wiedzieć jak żyje człowiek, który nie ma tak naprawdę do kogo ust otworzyć nawet fałszywego. Czy chciałby poznać prawdziwe myśli takiego człowieka? Zamiast od razu skreślać go jako sierotę, która nie radzi sobie. Tak jest zawsze, gdybym sobie nie radziła to już by mnie nie było z wami, ani na tym świecie. Radzę sobie żyjąc nadzieją, że pewnego dnia wszystko się zmieni.
Mam nadzieje, że nie jestem sama, że jest ktoś na planecie zwaną Ziemią kto wie co tak naprawdę czuje, lub udało mu się to na co ja czekam...
Jedzenie przestało mi smakować. Słodycze straciły smak. Każda czekoladka, każda kostka cukru to tylko kalorie. Cukier w herbacie to nie ten sam cukier, to kaloryczny element bez którego nie wyobrażam sobie herbaty. Z każdym kęsem mam poczucie winny, najchętniej poszłam bym to zwymiotować, ale nie mogę. Jem, bo nie mogę nic nie jeść, ale nie wchodzi to we mnie z przyjemnością.
Nie chce żyć z świadomością ile co liczy kalorii, nie chce żeby bliscy mówili mi, że robię się okrągła! Dopóki tego nie mówili naprawdę nic się nie działo, a jak zaczęłam słyszeć to regularnie to jest jakaś masakra... czuje się jak jakaś ofiara, czarna owca. " To troska o twoje zdrowie", "to ma cie zmotywować" - tak słyszę, a ja przecież tyle nie jem, tylko pije herbatę i prowadzę tryb życia jaki prowadzę.
To mnie dobija psychicznie, chodzę nerwowa i bardziej wrażliwa na słowa, jak mają swoje kompleksy to niech sami je leczą, bo ja jak będę chciała wyglądać jak patyk to sama nad tym będę pracować.
Nie mogę żyć tak, żeby jedzenie nie było smakiem, a czystymi kaloriami. Zawsze lubiłam jeść i trzymałam wagę i nagle... Jak tak dalej pójdzie to albo do szpitala, albo psychiatryka, bo nie wezmę do ust czegoś co stanie się kaloryczną gliną.
Kolejny moment, w którym potrzebuje kogoś neutralnego, a jestem sama. Potrzebuje kogoś kto choć jednej jednostki, która stanie po mojej stronie i znajdzie dla mnie czas. Jak na razie sama jestem stroną i niczym więcej.
Zastanawiam się czy ktoś chciałaby wiedzieć jak żyje człowiek, który nie ma tak naprawdę do kogo ust otworzyć nawet fałszywego. Czy chciałby poznać prawdziwe myśli takiego człowieka? Zamiast od razu skreślać go jako sierotę, która nie radzi sobie. Tak jest zawsze, gdybym sobie nie radziła to już by mnie nie było z wami, ani na tym świecie. Radzę sobie żyjąc nadzieją, że pewnego dnia wszystko się zmieni.
Mam nadzieje, że nie jestem sama, że jest ktoś na planecie zwaną Ziemią kto wie co tak naprawdę czuje, lub udało mu się to na co ja czekam...
Weszłam na międzynarodowy czat i doznałam porażenia, że k**** bez pomocy to ja d*** jestem, a nie osoba znająca języki. Trochę olać to i dwa lata po maturze, w człowieku niby coś jest, rozumiesz a wypowiedzieć się nie umiesz.
Właściwie to moja winna, bo olałam to. Teraz, aż wstyd.Jednak dobrze się stało, bo podania o pracę chce składać, a byłoby, że nakłamałam w cv, choć się tyle lat tego uczyłam.Tak mam szanse usiąść i sobie przypomnieć - jak to leciało...
A za oknem taka piękna pogoda, aż chciałoby się wyjść.
Właściwie to moja winna, bo olałam to. Teraz, aż wstyd.Jednak dobrze się stało, bo podania o pracę chce składać, a byłoby, że nakłamałam w cv, choć się tyle lat tego uczyłam.Tak mam szanse usiąść i sobie przypomnieć - jak to leciało...
A za oknem taka piękna pogoda, aż chciałoby się wyjść.
Znowu nie ma z kim pogadać. Nie chce włazić na babskie forum, gdzie większość została skrzywdzona przez facetów. "Mam 26 lat i wiem więcej o facetach niż ty 21 letnia dziewczynko i powinnaś go rzucić, odpuść sobie." Czasami mam wrażenie, że piszą tak z zazdrości, albo po złości. Czasami jest tak, że facet unika dziewczyny to wtedy jest zrozumiałe - strata czasu. Tak naprawdę nie znamy się i nic o mnie nie wiedzą. Czasami są złe dni, ale przecież miną, w końcu kochamy się, a to najważniejsze. No i w końcu zaczęłam pytać o to co nie daje mi w noc spać...
Kilka notek temu pisałam o autorytetach i szczerze doszłam do wniosku, że głupio postępowałam. Liczyłam na to, że znajdę ich po wypowiedziach, ale doszłam do wniosku, że te słowa mogą mnie jedynie inspirować, a po biografiach, że ich życie nie było zbyt skomplikowane. Nie natrudzili się wystarczająco, a przede wszystkim, że nie mają zielonego pojęcia o tym co wymyśliłam, o tym kim ja chce być - nie te dziedziny. Popełniłam zasadniczy błąd. Jak szukać ich? Tylko w dziedzinach, które mnie kręcą.
Tak, więc zabieram się do roboty, bo życie czy chce, czy nie jest ograniczone. Jak skończę robić portfolio celów, to powiem coś więcej na ten temat.
Kilka notek temu pisałam o autorytetach i szczerze doszłam do wniosku, że głupio postępowałam. Liczyłam na to, że znajdę ich po wypowiedziach, ale doszłam do wniosku, że te słowa mogą mnie jedynie inspirować, a po biografiach, że ich życie nie było zbyt skomplikowane. Nie natrudzili się wystarczająco, a przede wszystkim, że nie mają zielonego pojęcia o tym co wymyśliłam, o tym kim ja chce być - nie te dziedziny. Popełniłam zasadniczy błąd. Jak szukać ich? Tylko w dziedzinach, które mnie kręcą.
Tak, więc zabieram się do roboty, bo życie czy chce, czy nie jest ograniczone. Jak skończę robić portfolio celów, to powiem coś więcej na ten temat.
Jestem nie normalna! Kolejny raz przeżywam coś w rodzaju załamania nerwowego. Jestem na siebie zła i wciekła. Wkurza mnie to, że źle postępuje. Wkurza mnie to jak popełniam błędy. Nie potrzebne nikomu pretensje! Nie potrzebna złość! Totalna niemoc mówienia sensownego. Nie mam do siebie siły! Nie wiem co zrobić! Mam pomysł, które mógłby być niesłuszny. Musze je przemyśleć i wrócić na tor. Nic nie pomoże nikomu moje narzekanie, a ja tak nie pomogę też sobie.
Nachodzą mnie brudne myśli. Coś ze mną nie tak. Od pewnego dłuższego czasu intensywnie myślałam "jak to załatwić?",
"jak się dowiedzieć?". Wszystko po to, aby książka, którą pisałam stała się bardziej realistyczna. Ludzie mówili mi, żeby nie kombinowała i nie szukała jak to załatwić. "Nie narażaj życia dziewczyno!", ale ja i tak myślałam.
Nie bałam się, bo dziwne, ale ci źli, a także ci mniej źli - niegrzeczni mnie lubią, przynajmniej w większości. Nie wiem jak to jest, ale nigdy do żadnego nie grałam słodkiej panienki, która potrzebuje pomocy. Nigdy nie mówiłam, żadnemu słodkich słówek, mówiłam - czyste nie przymilaj się i nie wysilaj. Nie pozwalałam się podrywać, jak ktoś chciał mi zaimponować to musiał się wysilić. Nie byłam też tą złą. Z jednej strony cieszy mnie mój charakter, ale wady to też ma, bo z spokojnymi, którzy choć trochę nie wyłobuzowali nie wyszło, ale teraz wszystko nie ma już znaczenia. Mam swojego księcia i go kocham.
No, ale do rzeczy w końcu zadziałało prawo przyciągania. Znalazł się ktoś, kto mógłby mi trochę pomóc w sprawie tych przestępców. No niestety po ciężko przespanej nocy doszło do mnie, że moje zachowanie jednak u 5 % mężczyzn (przylep) nie zadziało. Doszłam do wniosku, że nie naraziłabym tylko siebie, ale i innych, a moje przemyślenia w książce nie są takie złe i trzeba im dodać mocy z wyobraźni i będzie okej. Zresztą jakaś obawa też mnie naszła, że instynktownie wyglądałam przez okno. Niby dowiedziałam się jednej ogólnej rzeczy, a strach do przesady. Napisałam już tylko, że jednak nic nie potrzebuje wiedzieć nawet tych ogółów.
To była jedna wielka głupota, jedna durna i egoistyczna zachcianka, wymagająca silnych nerwów.
"jak się dowiedzieć?". Wszystko po to, aby książka, którą pisałam stała się bardziej realistyczna. Ludzie mówili mi, żeby nie kombinowała i nie szukała jak to załatwić. "Nie narażaj życia dziewczyno!", ale ja i tak myślałam.
Nie bałam się, bo dziwne, ale ci źli, a także ci mniej źli - niegrzeczni mnie lubią, przynajmniej w większości. Nie wiem jak to jest, ale nigdy do żadnego nie grałam słodkiej panienki, która potrzebuje pomocy. Nigdy nie mówiłam, żadnemu słodkich słówek, mówiłam - czyste nie przymilaj się i nie wysilaj. Nie pozwalałam się podrywać, jak ktoś chciał mi zaimponować to musiał się wysilić. Nie byłam też tą złą. Z jednej strony cieszy mnie mój charakter, ale wady to też ma, bo z spokojnymi, którzy choć trochę nie wyłobuzowali nie wyszło, ale teraz wszystko nie ma już znaczenia. Mam swojego księcia i go kocham.
No, ale do rzeczy w końcu zadziałało prawo przyciągania. Znalazł się ktoś, kto mógłby mi trochę pomóc w sprawie tych przestępców. No niestety po ciężko przespanej nocy doszło do mnie, że moje zachowanie jednak u 5 % mężczyzn (przylep) nie zadziało. Doszłam do wniosku, że nie naraziłabym tylko siebie, ale i innych, a moje przemyślenia w książce nie są takie złe i trzeba im dodać mocy z wyobraźni i będzie okej. Zresztą jakaś obawa też mnie naszła, że instynktownie wyglądałam przez okno. Niby dowiedziałam się jednej ogólnej rzeczy, a strach do przesady. Napisałam już tylko, że jednak nic nie potrzebuje wiedzieć nawet tych ogółów.
To była jedna wielka głupota, jedna durna i egoistyczna zachcianka, wymagająca silnych nerwów.
Do niczego, jest do niczego – coraz więcej sytuacji pokazuje mi, że nie mogę tu zostać. Nie mogę żyć w moim małym świecie, w którym nikt we mnie nie wierzy.
Nie chce być wielbiona, ale chce wiary we mnie i moje siły. Ile osób mi powiedziało, że mogę? Ilu? Nie licząc autorów książek, tylko kilka spoza kręgu mojego otoczenia.
Zamierzam się odciąć, żeby pokazać, że w to co wierze sprawdziło się, że moje przekonania nie są rzucane na wiatr. A zresztą kto mnie tu chce? Kto mnie lubi? Dla kogo istnieje? Ilu na mnie d*** nie wypięło? Setki pytań retorycznych, od których czuje się samotnie.
Odbiegając od tematu - dziś walentynki, niemal zapomniałam o nich, bo przełożyłam je z ukochanym na sobotę. No i mam problem zdrowotny, a nie mam kasy. Chce po prostu dostać antybiotyk, bo i tak są ogólne, a nie latać po badaniach, zresztą niezbyt przyjemnych.
Nie chce być wielbiona, ale chce wiary we mnie i moje siły. Ile osób mi powiedziało, że mogę? Ilu? Nie licząc autorów książek, tylko kilka spoza kręgu mojego otoczenia.
Zamierzam się odciąć, żeby pokazać, że w to co wierze sprawdziło się, że moje przekonania nie są rzucane na wiatr. A zresztą kto mnie tu chce? Kto mnie lubi? Dla kogo istnieje? Ilu na mnie d*** nie wypięło? Setki pytań retorycznych, od których czuje się samotnie.
Odbiegając od tematu - dziś walentynki, niemal zapomniałam o nich, bo przełożyłam je z ukochanym na sobotę. No i mam problem zdrowotny, a nie mam kasy. Chce po prostu dostać antybiotyk, bo i tak są ogólne, a nie latać po badaniach, zresztą niezbyt przyjemnych.
Szczerze mówiąc idę i chcę walczyć o wszystko.
Idę walczyć o swoje poglądy!
Idę walczyć o swoje życie i innych!
Idę walczyć o wolność i prawdę!
Idę walczyć o sprawiedliwość!
Idę walczyć o sprawy i rzeczy, które dotyczą mnie i jestem za zaistnienie ich odpowiedzialna.
Nie będę się skarżyć i tłumaczyć z swoich działań - mam do tego prawo!
Nie będę brać odpowiedzialności i poczucia winny od innych - bo to ich odpowiedzialność!
Będę szła naprzód swoją drogą zgodnie z zasadami moralności. Mahatma Gandhi powiedział: "Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz." Czy tak nie jest? Jest! Jak tylko masz pragnienie, które uznają za nie realne np. milion na koncie.
Jak chce żyć? Wiem i przede wszystkim jestem pewna, że nikt nie będzie kierował tym moim życiem od zewnątrz ani rodzice, ani rząd, ani inne instytucję. Nie chce być marionetką w rekach innych. Moje życie i mój los - w moich rękach.
Jeśli życie to wyścig szczurów i chcąc nie chcą i tak jesteśmy jego uczestnikami, to nie chce spać, czy spacerować - tak stajemy się marionetkami. Nie da się obrócić i uciec, prędzej, czy później zorientujemy się, że i tak w nim jesteśmy, choćby przeglądając się, czy spacerując. Każdy zmierza do swojego celu (mety), a o wyniku decyduje uczciwość. Jeśli po drodze ktoś eliminuje innych i łamie zasady, prędzej czy później dopadnie taką jednostkę sprawiedliwość. Tak, więc uczciwość popłaca.
Tak, więc ruszam do boju o mój los! Wracam do tego co zaczęłam. Nikt mnie nie zatrzyma, tak jak mówiłam - ani bliskie mi osoby, ani premier z rządem, ani inne aspekty. Niech nikt nie mówi mi co dla mnie dobre i co powinnam!

Idę walczyć o swoje poglądy!
Idę walczyć o swoje życie i innych!
Idę walczyć o wolność i prawdę!
Idę walczyć o sprawiedliwość!
Idę walczyć o sprawy i rzeczy, które dotyczą mnie i jestem za zaistnienie ich odpowiedzialna.
Nie będę się skarżyć i tłumaczyć z swoich działań - mam do tego prawo!
Nie będę brać odpowiedzialności i poczucia winny od innych - bo to ich odpowiedzialność!
Będę szła naprzód swoją drogą zgodnie z zasadami moralności. Mahatma Gandhi powiedział: "Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz." Czy tak nie jest? Jest! Jak tylko masz pragnienie, które uznają za nie realne np. milion na koncie.
Jak chce żyć? Wiem i przede wszystkim jestem pewna, że nikt nie będzie kierował tym moim życiem od zewnątrz ani rodzice, ani rząd, ani inne instytucję. Nie chce być marionetką w rekach innych. Moje życie i mój los - w moich rękach.
Jeśli życie to wyścig szczurów i chcąc nie chcą i tak jesteśmy jego uczestnikami, to nie chce spać, czy spacerować - tak stajemy się marionetkami. Nie da się obrócić i uciec, prędzej, czy później zorientujemy się, że i tak w nim jesteśmy, choćby przeglądając się, czy spacerując. Każdy zmierza do swojego celu (mety), a o wyniku decyduje uczciwość. Jeśli po drodze ktoś eliminuje innych i łamie zasady, prędzej czy później dopadnie taką jednostkę sprawiedliwość. Tak, więc uczciwość popłaca.
Tak, więc ruszam do boju o mój los! Wracam do tego co zaczęłam. Nikt mnie nie zatrzyma, tak jak mówiłam - ani bliskie mi osoby, ani premier z rządem, ani inne aspekty. Niech nikt nie mówi mi co dla mnie dobre i co powinnam!

Nie podoba mi się kraj, w którym żyje. My młodzi mamy coraz ciężej, wszystko drożeje, a skąd mamy mieć na to pieniądze.
Ci co mają nie wiedzą co to jest bieda i nie wiedzą jak nam utrudniają życie i start. Nie pomogą nam, a zawzięcie będą bronić swojego ego i nakładać na nas co raz więcej wydatków, że będziemy musieli 4 osobową rodzinę wyżywić za ile 100-300 zł, a resztę nam zabiorą, bo wiedzą co dla nas "dobre". A gdzie pieniądze na leki, rozrywkę, szkołę ? Co gorsze okaże się, że zarobki zbyt duże, aby liczyć na pomoc, choć naprawdę niewiele zostaje. Łatwiej kogoś będzie oskarżyć. Przeczytałam dziś, że będą mogli "zaaresztować bloga". Może nawet wiezienie po wypowiedzi, któż to wie. Wiem, że to dość pesymistyczny obraz, to świat w jakim nie chce żyć, ale on będzie trwał dopóki nie sprzeciwią się temu wszyscy, a o taki sprzeciw trudno.
Mam ochotę wstać, szybko się spakować i uciec, żeby choć przez chwilę poczuć się wolną. Nie chce żyć w świecie, w którym pewnego dnia mieliby zacząć mnie podejrzewać i decydować o moim życiu. Nie mogę patrzeć na bezmyślność i głupotę ludzi. Wiem, że nie powinnam oceniać innych, tylko to wszystko doprowadza mnie do szału...
Ci co mają nie wiedzą co to jest bieda i nie wiedzą jak nam utrudniają życie i start. Nie pomogą nam, a zawzięcie będą bronić swojego ego i nakładać na nas co raz więcej wydatków, że będziemy musieli 4 osobową rodzinę wyżywić za ile 100-300 zł, a resztę nam zabiorą, bo wiedzą co dla nas "dobre". A gdzie pieniądze na leki, rozrywkę, szkołę ? Co gorsze okaże się, że zarobki zbyt duże, aby liczyć na pomoc, choć naprawdę niewiele zostaje. Łatwiej kogoś będzie oskarżyć. Przeczytałam dziś, że będą mogli "zaaresztować bloga". Może nawet wiezienie po wypowiedzi, któż to wie. Wiem, że to dość pesymistyczny obraz, to świat w jakim nie chce żyć, ale on będzie trwał dopóki nie sprzeciwią się temu wszyscy, a o taki sprzeciw trudno.
Mam ochotę wstać, szybko się spakować i uciec, żeby choć przez chwilę poczuć się wolną. Nie chce żyć w świecie, w którym pewnego dnia mieliby zacząć mnie podejrzewać i decydować o moim życiu. Nie mogę patrzeć na bezmyślność i głupotę ludzi. Wiem, że nie powinnam oceniać innych, tylko to wszystko doprowadza mnie do szału...
Kolejne papiery nad którymi zastanowią się i o które zapytają nas po fakcie, jak z Grecją, itp. Przedstawianie ogólnego zarysu, brak konkretnych szczegółów. Poza tym na stronie wprost 24 możemy przeczytać: "Michał Boni oświadczył, że osoby stojące za atakami na strony rządowe z ostatnich dni powinny być ścigane. Najbliższa przyszłość pokaże, czy protestujący internauci zostaną przez władze ukarani. Większość protestujących obawia się, że przy okazji walki z piractwem ACTA wprowadzi cenzurę w internecie."
Chodzi w szczególności o drugie zdanie. Moimi oczami wygląda to tak jakbyśmy mieli być za, bo być może mogą chcieć ukarać nas internautów za protest, czyli za nie - czy można te słowa odebrać za groźbę? Odpowiedzcie sobie sami. Czy to nie narzucanie nam własnego zdania i mówienie nam co jest dobre? Istne ograniczenie wolności i pozbawienie praw do wolnej wypowiedzi i decydowania, a w szczególności sprzeciwu. Być może tak, być może nie, tu równie pozostawiam wam ocenę.
Najprawdopodobniej tyle osób jest przeciwko, że nie dają sobie rady, plus ataki internetowych geniuszy, których nie będę oceniać, czy to co robią jest dobre czy złe, ale trzeba przyznać, że są sprytni, zdolni i szybcy, za te cechy należałoby pochwalić, a za zachowanie nie mnie oceniać.
Nie będę nikogo nawoływać do buntu, nie będę nikomu mówić co dobre, bo tylko człowiek sam dla siebie powinien decydować co jest wg niego dobre, a nie inny człowiek, a tym bardziej rząd. A wy co o tym myślicie?
Chodzi w szczególności o drugie zdanie. Moimi oczami wygląda to tak jakbyśmy mieli być za, bo być może mogą chcieć ukarać nas internautów za protest, czyli za nie - czy można te słowa odebrać za groźbę? Odpowiedzcie sobie sami. Czy to nie narzucanie nam własnego zdania i mówienie nam co jest dobre? Istne ograniczenie wolności i pozbawienie praw do wolnej wypowiedzi i decydowania, a w szczególności sprzeciwu. Być może tak, być może nie, tu równie pozostawiam wam ocenę.
Najprawdopodobniej tyle osób jest przeciwko, że nie dają sobie rady, plus ataki internetowych geniuszy, których nie będę oceniać, czy to co robią jest dobre czy złe, ale trzeba przyznać, że są sprytni, zdolni i szybcy, za te cechy należałoby pochwalić, a za zachowanie nie mnie oceniać.
Nie będę nikogo nawoływać do buntu, nie będę nikomu mówić co dobre, bo tylko człowiek sam dla siebie powinien decydować co jest wg niego dobre, a nie inny człowiek, a tym bardziej rząd. A wy co o tym myślicie?
Dawno mnie tu nie było. Musiałam stanąć i zatrzymać się. Spojrzeć prawdzie w oczy i odpowiedzieć sobie kim jestem. Trochę czytałam, gdzie doszłam do wniosku, że na swojej drodze jestem sama. Nikt nie będzie mówił, że dobrze robię pragnąc pełni życia, ale ważne, że wiem już czego pragnę i jak chcę żyć. Jeśli ktoś narzucił mi ramy osobowości, to do wielkich czynów wg niego nie będę zdolna. Na szczęście mam wolną wolę i świadomość, dzieki której możnaby "góry przenosić".
Niektórzy ludzie są genialni. Bardzo bym chciała poznać takich ludzi, spotkać ich i nie pytać jak oni to robią, bo wiem, że to ciężka praca nad sobą. Miałabym inne pytania, które zachowam dla siebie. Dla mnie to autorytety, z których chciałabym brać przykład. Wzory naśladowania, które wierzą we własne siły.
Nie rozumie ludzi, którzy nie wierzą, że mogłabym również coś osiągnąć, a cieszą się z spektakularnych sukcesów - skromnych, a zarazem znanych ludzi. Przecież oni wyznają zasady pozytywnego myślenia, wiary w siebie i sukces, stale rozwijają się i stawiają wyżej poprzeczkę - sama słyszałam w radiu wywiady na ten temat. Gdy ja przedstawiam te same zasady wśród ludzi, nie padają słowa "uda ci się", a "dobry żart(+ śmiech)".
Dlaczego wierzą w innych? Dlaczego mam być przeciętna? Dlaczego namawiają mnie do robienia rzeczy, w których nie znajdę pasji i spełnienia, bo jak znaleźć spełnienie w sklepowym magazynie na dolnej drabinie w hierarchii, w pracy za niskie zarobki z 800 zł z czego zostałoby niewiele (po odliczeniu wszystkim możliwych kosztów), gdzie nie dadzą mi szans na robienie tego co chce robić naprawdę, a brakuje mi głównie gotówki?
Wole być wolna: własna firma, pisanie, rozwój, czas, przygoda jak moje dobrze zorganizowane, żyjące jak chcą - autorytety, których listę przedstawię innym razem.
Nie rozumie ludzi, którzy nie wierzą, że mogłabym również coś osiągnąć, a cieszą się z spektakularnych sukcesów - skromnych, a zarazem znanych ludzi. Przecież oni wyznają zasady pozytywnego myślenia, wiary w siebie i sukces, stale rozwijają się i stawiają wyżej poprzeczkę - sama słyszałam w radiu wywiady na ten temat. Gdy ja przedstawiam te same zasady wśród ludzi, nie padają słowa "uda ci się", a "dobry żart(+ śmiech)".
Dlaczego wierzą w innych? Dlaczego mam być przeciętna? Dlaczego namawiają mnie do robienia rzeczy, w których nie znajdę pasji i spełnienia, bo jak znaleźć spełnienie w sklepowym magazynie na dolnej drabinie w hierarchii, w pracy za niskie zarobki z 800 zł z czego zostałoby niewiele (po odliczeniu wszystkim możliwych kosztów), gdzie nie dadzą mi szans na robienie tego co chce robić naprawdę, a brakuje mi głównie gotówki?
Wole być wolna: własna firma, pisanie, rozwój, czas, przygoda jak moje dobrze zorganizowane, żyjące jak chcą - autorytety, których listę przedstawię innym razem.


